wtorek, 12 kwietnia 2011

Scandinavian Taste, Pl. Bankowy 4, Warszawa

Z rozpoczęciem publikowania 'recenzji' kawiarnianych stolicy miałem zamiar się jeszcze wstrzymać. Jednak najlepiej wrażenia opisywać na świeżo, zwłaszcza że po ostatniej wizycie wraz z ekipą styleoff.pl w nowo powstałej kawiarni Scandinavian Taste, pojawiło się kilka komentarzy. To miło, że zainteresowani nie ignorują opinii przypadkowych klientów, odpowiadają na uwagi i mam nadzieję wcielają sugestie w życie. Dlatego też podzielę się swoimi trzema groszami, w których będę starał się być najbardziej obiektywny jak to możliwe, mimo że z lokalem chciałem się związać nie tylko jako klient : )

To ja zabrałem tam znajomych. Przypadkowym osobom raczej trudno trafić do Scandinavian Taste mimo świetnej lokalizacji (Pl. Bankowy 4). Na razie brak szyldu (ma się pojawić lada chwila), a napisy na witrynie nie rzucają się za bardzo w oczy. Na wstępie zastanowił mnie jeden fakt, mianowicie dlaczego dni otwarcia lokalu napisane są wyłącznie po angielsku? Osobiście zostałbym przy polskim, bądź szwedzkim, jak wewnątrz kawiarni (w końcu szwedzkie nazwy dni tygodnia intuicyjnie przywołują angielskie). Zaskoczeniem była duża liczba klientów, biorąc pod uwagę porę dnia i krótki żywot lokalu. 

Usiedliśmy zaraz przy witrynie i po chwili, gdy zdaliśmy sobie sprawę, że nie obowiązuje obsługa kelnerska, ruszyliśmy do bufetu. Tam na razie skromne menu, wywieszone pod sufitem na ciemnych tablicach, słodkości w lodówkach raczej nie wiele. Mam nadzieję, że będzie ich sukcesywnie przybywać. Zachowawczo wybraliśmy muffiny (lepsze niż w sieciówkach typu icoffee, jednak chyba pozostanę wierny tym domowym). Zamówiłem bardzo dobrą jaśminową zieloną herbatę Richmont (ładnie podana). Znajomi skusili się na latte z syropem. Zapłaciliśmy i po kilku minutach dostaliśmy zamówienie do stolika. Wcześniej pani kelnerka pomyliła się trochę w wydawaniu, jednak po zwróceniu uwagi wszystko było OK. Chwilę później był też mały problem ze smakami muffin i ich ilością (pani twierdziła, że zamówiliśmy tylko dwie, jednak po naszej uwadze przyznała nam rację). Zapewne to stres pierwszych dni pracy. Międzyczasie przybywało gości i do pomocy wyszła druga pani z krótkimi włosami. Ona sprawiała wrażenie dużo bardziej zorientowanej. Szybko przyjęła zamówienie na espresso doppio (smaczne, choć bez rewelacji), które podała pani od muffin, pytając czy donieść wodę (za to plus, bo nie wszyscy podają espresso z wodą, jednak chyba lepiej podawać od razu z kawą). Znajomi zauważyli, że szklaneczka była pełna zacieków (brak czasu na polerowanie po myciu?).

Po niemal półtorej godziny ruszyliśmy dalej. Warto jeszcze krótko odnieść się do wystroju. Mianowicie mamy do czynienia ze skromnym skandynawskim stylem z elementami produktów Ikei. Czcionka na logo nie przypadła mi do gustu. Dużym plusem są zdjęcia zrobione na Północy i pledy czekające zapewne na otwarcie ogródka. Przez witrynę miło obserwuje się pęd stolicy w rejonie ratusza. W głośnikach pląsa po ciuchu Abba (z utęsknieniem czekam na nowe pokolenie jak Lykke Li, Royksopp, FeverRay, Flunk czy choćby Robyn - to na pewno bardziej przypadnie do gustu młodszym klientom). Następnym razem zamierzam wpaść nie tylko na kawę (kuszą szwedzkie klopsiki, bądź polskie żeberka w cenach lekko przekraczających 20 zł), a wtedy mam nadzieję, że obędzie się bez tych małych potknięć i będzie jeszcze bardziej sympatycznie. Teraz pozostaje trzymać kciuki za Scandinavian Taste i życzyć powodzenia !   









fot. dzięki uprzejmości Suzy : )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...